Statki i okręty na znaczkach pocztowych i pocztówkach
|
m/s MIKOŁAJ REJ ex THEODORE ROOSEVELT, ex HÖLGEY ________________________________________________________________________________________________________________
|
m/s " Mikołaj Rej" na pocztówce z połowy lat 1950
Pocztówka wydana przez PPW Wydawnictwa Morskie Gdańsk. Fot. K. Komorowski. Zbiory autora.
Statek został wybudowany w Danii w roku 1920 jako THEODORE ROOSEVELT. Był wtedy jednym z pierwszych
oceanicznych motorowców i zaliczał się do tzw. bezkominowców. Gdy przechodził pod polską banderę, nosił już nazwę
HELGÖY. Od czerwca 1960 pływał pod banderą chińską, nazywając się NAN HAI.
WSPOMNIENIA o m/s "Mikołaj Rej" ZNALEZIONE W INTERNECIE
Andrzej Perepeczko (absolwent PSM 1950 r.):
O statku m/s "Mikołaj Rej" można byłoby dużo powiedzieć, ale nikt nie odważyłby się nazwać go nowoczesnym albo
szybkim. Zbudowany w 1920 roku pływał już 31 lat, gdy zamustrowałem na niego w 1951 roku jako motorzysta, co
było niewielkim awansem w stosunku do palacza na węgiel. Mustrując sądziłem, że będę miał tam znacznie lżejszą
pracę w porównaniu do fizycznej mordęgi w kotłowni, ale szybko zorientowałem się w swojej pomyłce.
Statek posiadał dwa staroświeckie silniki spalinowe napędzające dwie śruby. Każdy z silników duńskiej firmy
Burmeister & Wain, zbudowany równie dawno jak sam statek, miał po sześć cylindrów, czyli razem było tych cylindrów
aż dwanaście, a całkowita moc - i to tyko na papierku - wynosiła aż ... 3000 koni mechanicznych. Dla porównania,
dziś otrzymuje się większą moc z jednego cylindra silnika okrętowego. Silniki te chłodzone były wodą morską, a odlot
z chłodzenia szedł w zęzy, skąd za burtę wyrzucała ją tłokowa pompa zęzowa, zwana popularnie "kaczką". Co
prawda, były w maszynowni dwie takie pompy, ale stan ich był bardzo odległy od zadowalającego. Tak więc gdyby
obie nawaliły - co nie było znów tak bardzo niemożliwe - trzeba by było zastopować oba silniki, bo inaczej
zatopilibyśmy maszynownię, a tym samym i statek, w jakimś samobójczym działaniu. Inne mechanizmy zarówno w
maszynowni, jak i na pokładzie, nie były w lepszym stanie i nikt specjalnie się nie zdziwił, kiedy razu pewnego, przy
rzuceniu kotwicy do wody, za "żelazkiem" nieomal nie poleciała i winda, którą wyrwało z fundamentów.
A bliżej osobistego podwórka; przeciętnie raz na półtorej doby trzeba było stopować jeden z silnikуw z powodu co
prawda drobnej, ale uciążliwej awarii, którą trzeba było usuwać w tropikalnej temperaturze maszynowni. Jeżeli
dodamy do tego 148 (słownie: sto czterdzieści osiem!) punktów, które trzeba było co godzinę przesmarować
(ręcznie!) zwyczajną, prymitywną olejarką oraz fakt, że w kabinach panował całą dobę upał i spaliśmy głównie na
otwartym pokładzie (stąd zapewne wieloletni reumatyzm!), to mamy obraz idylli na statku spalinowym "Mikołaj Rej".
Jean Paul Palesky:
... m/s "Mikołaj Rej" - armator: Polskie Linie Oceaniczne z siedzibą w Gdyni. W lutym 1979 roku zamiast na
wymagany remont - posłali go w kolejny w rejs. Na tzw. Daleki Wschód. W Bangkoku skorodowane, z gruntu
przerdzewiałe oprzyrządowanie agregatu spowodowało pęknięcie przewodu zasilającego ... Paliwo (mazut) rozlało się
na rozgrzanej głowicy agregatu - pożar ... wybuch gaśnicy (która zamiast gasić -wybuchła). A potem ...
No właśnie. Jeszcze wtedy byłem zbyt głupi. Dzisiaj, za śmierć ojca - posłałbym PLO na dno. Zresztą - obecnie ta
firma - już tam jest. Szkoda, że tak późno ...
____________________________________________________________________________________________________________________________________________________ - FACTA NAUTICA - dr Piotr Mierzejewski, hr. Calmont
|